środa, 11 lutego 2015

Nauczyciel...

Dziś na etyce pisałyśmy z przyjaciółką rozprawki na temat: Czego życie do tej pory mnie nauczyło, a na co jeszcze nie znam odpowiedzi? Dostałam z niej 6, więc postanowiłam, że się "pochwalę".

          Przez prawie 16 lat swojego życia nauczyłam się wielu rzeczy, takich jak jazda na rowerze, tabliczka mnożenia, zasady ortografii czy obsługa komputera, jednak myślę, że to nie jest ważne, ponieważ nauczyli mnie tego inni ludzie.

          Najistotniejszymi lekcjami były te, które zostały udzielone przez moje życie i te, z którym sama wyciągnęłam wnioski. Tego nauczyciela, najsurowszego, zwą różnie np. Przeznaczenie, Los, Bóg, Wola Boża, Allah, Jahwe czy pospolicie: Życie, choć ja nadałam mu imię Nieskończona Moc, która uczy mnie od pierwszej sekundy mego żywotu do jego kresu.
          A czego mnie uczy? Naucza o rzeczach, których nie doświadczę, obserwując innych ludzi, nienamacalnych, fizycznie nieistniejących, daje mi lekcje zaufania, zrozumienia, cierpliwości, pokazuje, czym jest miłość oraz przyjaźń, kształtuje światopogląd itp.
          Czego się już nauczyłam? Cóż, pewnie niewiele w porównaniu z tym, czego jeszcze nie doświadczyłam, lecz wiem, jak bardzo trzeba zapracować na zaufanie, a jak łatwo je stracić, podobnie z przyjaźnią czy miłością, dowiedziałam się również, że istotny jest czas, w pędzie dzisiejszego świata nie możemy biec z nim w każdej sprawie, szczególnie w tych, które mogą zaważyć lub znacząco wpłynąć na naszą przyszłość. Zrozumiałam także, jak ważny jest rozwój osobisty, czy to w kierunku artystycznym, czy w dowolnej dziedzinie, samorealizacja jest fragmentem klucza. Nie zapominajmy o wierze w siebie, bez której nie byłabym sobą, tą sobą, którą lubię, akceptują, którą jestem. Nie uznaję przemocy, lecz jedną z najistotniejszych lekcji była walka ze strachem, który wywoływał niezdrowy stres. Nauczyłam się także wyrażać siebie na różne sposoby, np. ubiór, wiersze, obrazy, teksty piosenek i opowiadania.
           Najważniejszą i najtrudniejszą do opanowania lekcją było odkrycie prawdziwej siebie, co wiąże się też z odrzuceniem norm, zasad a nawet samej istoty społeczeństwa, oznacza to, że nie mogę pozwolić innym wpływać na mnie, moje zachowanie, uczucia, poglądy, decyzje itd. Nie mogę dopuścić również do zaakceptowania braku tolerancji wobec mnie, lecz nie powinnam z nią walczyć, ale dać środowisku do zrozumienia, że nie zamierzam się specjalnie dla niego zmieniać, aby się wpasować w otoczenie. Odkryłam siebie, wiem kim jestem i to jest najważniejsze.
          W jaki sposób życie udziela mi lekcji? To proste, są sytuacje, w których musimy udowodnić, że wyciągnęliśmy wnioski i możemy przejść do kolejnej lekcji, jeśli tak nie jest, zagadnienia się powtarzają.
           Dlatego w "Szkole Życia" staram się być uważną uczennicą i uczę się na własnych błędach, chcę opanować, zrozumieć jak najwięcej, może nawet dzielić się swoją wiedzą ze światem, bo przecież nie potrafię przewidzieć, ja ani nikt, co wydarzy się następnego dnia, więc żyję dziś, nie wczoraj, ani też nie jutro.





To teraz czas na wyjaśnienia...
Nie ma czegoś takiego jak przypadek, ludzie wymyślili to słowo na potrzebę nazwania tego, co się wydarzyło nieoczekiwanie z miłym lub przykrym skutkiem...

Eh, dosyć trudno jest to wyjaśnić bez poruszania tematu religii, a bardzo staram się tego unikać, jestem ateistką i nie mam ochoty napytać sobie biedy z tego powodu. Z drugiej strony MAM PRAWO DO WYRAŻANIA WŁASNEGO ZDANIA BEZ LICZENIA SIĘ Z UCZUCIAMI INNYCH.

Dlatego też z góry przepraszam, jeśli poniższe słowa kogoś uraziły, ale (czytaj wyżej, głównie słowa napisane caps lockiem).

Uważam, że każda religia została stworzona dla potrzeby nazwania niewytłumaczalnych zjawisk, więc "Bóg" czy "bogowie" < nie wiem, dlaczego napisanie słowa "Bóg" z małej litery jest błędem> ale o tym więcej w przyszłości...

Powracawszy do tematu, istnieje coś co kieruje tym światem, lecz nie trzeba tego czcić ani w to wierzyć, to jest i koniec. Ja nazywam TO COŚ Nieskończoną Siłą lub Nieskończoną Mocą, nauczyłam się tego z książki Josepha Murphiego "Uwierz w siebie". Nie sądzę, a nawet jestem pewna, że to nie przypadek, że akurat ta i akurat jego książka trafiła w moje ręce. Wówczas rozpoczęło się moje zainteresowanie para-psychologią... Blah blah blah, starczy o mnie.

Czytanie książek nie jest w 100% uczeniem się od innych ludzi, w moim przypadku jest to pomoc dydaktyczna, badam życie jak wielu podobnych do Murphiego, np. Lauster.

Dzielenie się swoim doświadczeniem jest także pomocą dydaktyczną dla innych.


Więc tak... To tyle na dziś.
Pozdrawiam,
Lady Taion.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz